Dlaczego popieram protest nauczycieli?
Bo już mam dość milczenia o zarobkach lub podawania zawyżonych kwot przez ministerstwo oraz mass media. Mając kilkuletni staż pracy w szkole, skończonych kilka kierunków studiów, kursów kwalifikacyjnych oraz liczne szkolenia/ za które w większości płaciłam sobie sama – po powrocie z urlopu wychowawczego dostałabym na rękę ok. 1800 zł pracując jako nauczyciel w Warszawie.
Bo wkurzyłam się gdy najpoczytniejsza gazeta w tym kraju napisała, że zarobki nauczyciela kontraktowego/ czyli moje to ok. 3200 zł Oczywiście jest to kwota uśredniona i brutto/ żaden nauczyciel kontraktowy nie widzi takich pieniędzy pracując na etacie/ no chyba że ciągnie dwa
Bo byłam na urlopie wychowawczym, gdyż moje dziecko nie miało najmniejszych szans na żłobek a przy takich zarobkach nie ma nawet mowy o zatrudnieniu niani. Tak, niania w Warszawie zażądałaby więcej niż mogłabym jej zapłacić za nauczycielską pensję.
Bo wmawia się opinii publicznej, że praca nauczyciela to ciepła posadka, 18 godzin tygodniowo z wakacjami i feriami. Nikt nie liczy przygotowania do pracy, zespołów, rad, wywiadówek, uzupełniania papierologii, dni do dyspozycji dyrektora, dyskotek, wycieczek – które wbrew myśleniu wielu osób, nie są odpoczynkiem tylko pracą 24h.
Bo widzę jak moje wytrwałe koleżanki i koledzy wciąż walczą z systemem z którego ja wymiksowałam się kilka lat temu. I odchodzą albo tkwią w nim ciągnąc po kilka etatów. Bo ileż, można?
I nie jest rozwiązaniem problemu, często powtarzane przez osoby nie mające nic wspólnego z edukacją: Jak Ci nie pasuje płaca to zmień zawód”. Dlaczego? Bo Ktoś w końcu musi uczyć nasze dzieci … . Wszyscy chcemy, żeby osoba której powierzamy swoje dziecko/ swój skarb najdroższy, to nie był ktoś – kto chce tylko przetrwać, ale KTOŚ NAJLEPSZY. Obawiam się, że jeśli nic się nie zmieni to tych najlepszych, niedługo zabraknie w zawodzie nauczyciela.
Warto zdać sobie sprawę, że nowe pokolenie X czy Y już nie chce pracować za minimalne pieniądze… Wystarczy spojrzeć na aktualną sytuację na rynku pracy… W większych miastach już nie ma komu pracować w żłobkach, przedszkolach czy szkołach… .
I jestem przerażona, bo jak się nic nie zmieni, to Kto będzie uczył nasze dzieci…. Moja córka idzie w przyszłym roku do pierwszej klasy…
A tak na koniec – mała anegdotka 😉 Wiecie co mi powiedziała doświadczona koleżanka, gdy zaczynałam pracę w szkole? „Pamiętaj, tylko nie wychodź za mąż za nauczyciela! Dlaczego? Bo z 2 pensjami nauczycielskimi nie utrzymacie rodziny…. ” To smutne ale prawdziwe…. 🙁